Inka – gdy szczekanie to problem

Dziś przedstawiam Wam Inkę. Niedużą, subtelną jak kawa zbożowa, radosną suczkę. Inka jest bardzo pogodnym pieskiem. Ze swoim właścicielem pokonują wspólnie dziesiątki kilometrów na trasach i szlakach. I oboje czerpią z tego ogromną radość. Uwielbiam, kiedy właściciele mają pasję, którą mogą dzielić ze swoim psem. Tak też poznałam Inkę, na zawodach dogtrekkingowych w Szczawnie Zdroju, w których startowali a ja tym razem brałam udział nie jako zawodnik, a jako specjalista od psiej psychiki. Problem z jakim zgłosili się do mnie właściciele tej uroczej małej damy to szczekanie – na psy, czasem ludzi, a czasem nie wiadomo na co. I tak  od słowa do słowa, zaczęliśmy wspólne treningi. Mała, wesoła i niezwykle radosna Inka, z wielkim sercem do biegania, w środku jest wrażliwym, delikatnym pieskiem. Na początku zaczęliśmy od podniesienia motywacji na karmę oraz wdrukowania klikera. Pierwsze treningi to głównie nauka samodzielności, ponieważ Inka była bardzo uzależniona od podpowiedzi ze strony właściciela. Cały czas czekała, żeby to on powiedział jej co ma robić i rozwiązał za nią problem. Ale nie tutaj Bo tak samo, jak w przypadku Stefana, nie ma lepszej motywacji do rozwiązywania kolejnych problemów jak samodzielne rozprawienie się z poprzednim. Naszym zadaniem było tylko tak dobrać kryteria i zaaranżować sytuację, żeby Ince się udało  Gdy Inka oswoiła się już z nowym miejscem, nabrała pewności siebie, polubiła bardziej karmę i zaczęła się sama o nią starać oraz nauczyła się sygnału klikera mogliśmy przejść do właściwych ćwiczeń.

Jednym z elementów pracy z reaktywnym zachowaniem, jakim jest „obszczekiwanie” różnych obiektów, osób i psów jest nauczenie psa innego zachowania, na które będziemy mogli przekierować jego uwagę. Najlepiej w takich sytuacjach sprawdza się chodzenie na luźnej smyczy, które jest dynamiczne, co ułatwia przekierowanie jego uwagi i pozwala psu skupić się na zadaniu. Inka zaczęła więc uczyć się krok po kroku jak to na tej smyczy ma być. W między czasie uczyliśmy się także innych zachowań, jak np. praca z gestem, czyli tzw. targetowanie pięści (dotykanie nosem środka dłoni ułożonej w pięść), które jest świetnym narzędziem do nauki wielu innych ćwiczeń, takich jak siad, waruj, do mnie czy choćby skupienie uwagi.

 Ponieważ Inka świetnie radziła sobie na placu, zaczęliśmy wychodzić z nią „na zewnątrz” i ćwiczyć znane zachowania w nowych miejscach. Nadszedł też czas na wprowadzenie do treningu innego psa. Tak dołączyła do nas Jadzia, której rolą było stanowić rozproszenie. Na początku Jadzia znajdowała się w bardzo dużej odległości od Inki, aż do momentu, gdy na kolejnych treningach udało nam się do niej zbliżyć. Mimo dużych postępów ten etap pracy mamy jeszcze przed sobą. To dopiero pierwszy sukces, który pokazuje jak Inka świetnie radzi sobie z nowymi wyzwaniami i jak dużo pracy w jej naukę włożył właściciel. To jeszcze nie koniec naszej przygody a ja już jestem dumna z tej pary i postępów jakie zrobili od naszego pierwszego spotkania

O Ince na pewno jeszcze przeczytacie…